[2017] Wpadły mi w oko...
Re: [2017] Wpadły mi w oko...
Lepszy muchomor w garsci..
A dzięciołów nigdy dość. Dudek czeka jak widać na specjalną sesję,a zna Apolla i wie kiedy ma Go spotkać

- lubonianka
- Posty: 1790
- Rejestracja: niedziela, 14 czerwca 2015, 15:54
Re: [2017] Wpadły mi w oko...
Muchomorek piękny, tylko krasnoludka obok brakuje
No i czekam na dudka... w swoim życiu, ale i na Twoich fotkach, Apollo
Przyjemnych jesiennych spacerów!
7 X 2017 - z okolicy Legnicy
Lubonianko - dudek był kolejny, gdy oglądał we wtorek IC Słowacki czy inny Mickiewicz relacji Wwa - Poznań, tyle że tym razem byłem bez aparatu. :-/
W okolicy Legnicy mnóstwo stawów o odległej czasowo proweniencji, czasem już zarosłych, a czasem użytkowanych dla celów hodowli. W ramach warsztatów ptasiarskich pognałem w tamte tereny, obserwując trochę łabędzi niemych, trochę świstunów, głowienek czy czernic, gęgawę - postrzałkę
, jery, czaplę białą na drzewie:

a nawet takiego, rzadkiego o tej porze roku, "drapieżnika":

w postaci bociana czarnego:

Słaba pogoda (padający deszcz) zniechęciła ptaki do wystawiania się obserwatorom, więc łowy tego dnia nie były najobfitsze.
W okolicy Legnicy mnóstwo stawów o odległej czasowo proweniencji, czasem już zarosłych, a czasem użytkowanych dla celów hodowli. W ramach warsztatów ptasiarskich pognałem w tamte tereny, obserwując trochę łabędzi niemych, trochę świstunów, głowienek czy czernic, gęgawę - postrzałkę
a nawet takiego, rzadkiego o tej porze roku, "drapieżnika":
w postaci bociana czarnego:
Słaba pogoda (padający deszcz) zniechęciła ptaki do wystawiania się obserwatorom, więc łowy tego dnia nie były najobfitsze.
Re: [2017] Wpadły mi w oko...
Apollo
Dlaczego nie wstawiasz tych pięknych zdjęć do AVI? Czarny bocian? Myślałam,że już w Afryce się opala

Re: [2017] Wpadły mi w oko...
Też się zastanawiam co o tej porze robi w Polsce czarny bocian

14 X 2017 - Park Zachodni
Jolu, dziękuję, ale muszę jeszcze trochę popracować nad zdjęciami. 
Nosiło mnie od pewnego czasu, by przywitać wschód słońca z obiektywem w dłoni, bo październik już zaawansowany, a jakoś ani obserwacyjnie, ani fotograficznie nasycenia nie czułem. :-/
O wyjeździe na Mietków nieco później, teraz o tym, co było po powrocie.
Przyjechałem do domu w porze śniadaniowej, gdy wszystko budziło się do życia:

Spacer po Parku Zachodnim zaczął się od kowali korzystających ze słonecznych kąpieli:

Ruch w wiewiórczym interesie ogromny przed zimą; zakopują tyle orzechów, że niedługo nie będzie wolnego miejsca do wykopania norki


Mieszczuchy i grzywacze - niezawodne:

Nosiło mnie od pewnego czasu, by przywitać wschód słońca z obiektywem w dłoni, bo październik już zaawansowany, a jakoś ani obserwacyjnie, ani fotograficznie nasycenia nie czułem. :-/
O wyjeździe na Mietków nieco później, teraz o tym, co było po powrocie.
Przyjechałem do domu w porze śniadaniowej, gdy wszystko budziło się do życia:
Spacer po Parku Zachodnim zaczął się od kowali korzystających ze słonecznych kąpieli:
Ruch w wiewiórczym interesie ogromny przed zimą; zakopują tyle orzechów, że niedługo nie będzie wolnego miejsca do wykopania norki
Mieszczuchy i grzywacze - niezawodne:
Re: [2017] Wpadły mi w oko...
Jesień, jesień:


gawronów i kawek przybyło, a i rudzielce bardziej aktywne:



gawronów i kawek przybyło, a i rudzielce bardziej aktywne:
15 X 2017 - Zb. Mietkowski
Jak pisałem wyżej, usiedzieć i wyleżeć nie szło, więc ruszyłem przed świtem na Mietków, o co w obecnej chwili łatwo, bo świt powoli wchodzi w rozsądne godziny. 
Niestety, ptaki jakieś takie nieusłuchane się zrobiły - większość dała już dyla do ciepłych krajów, a u mnie z siewek zostało 9 sieweczek obrożnych i ok. 50 biegusów zmiennych. Woda nieco opadła, odsłaniając doskonałe błota (doskonałe do zgubienia kaloszy). Po raz kolejny okazało się, że jednak jestem zbyt dla ptaków widoczny, bo ledwo zbliżę się do nich na 30 metrów, a one już zapodają tyły.
Nie było jednak wyjścia - podszedłem, spłoszyłem, ale rozłożyłem swoje manele i czekałem. Niestety, musiałem się wpasować do terenu, więc pozycja nie była zbyt wygodna, ale pomyślałem, że jakoś godzinkę wytrzymam.
Długi czas obserwowałem tylko, jak maluchy krążą to tu, to tam, omijając mnie szerokim łukiem. W końcu obrożne przysiadły:

na tyle jednak daleko, że zdjęcia mocno kadrowane:


Gdy tak maszerowały na lepsze żerowisko na prawo ode mnie, postanowiłem obrócić się, by móc je objąć kadrem. Uciekające siewki potwierdziły, że z gracją u mnie nie jest najlepiej. :-/
Zacząłem obserwować krążące stado biegusów zmiennych. Siadały wszędzie, tylko nie w mojej części bajorka. Zachowywały się przy tym dość głośno, czego wcześniej u zmiennych nie doświadczyłem. Wreszcie modły zostały wysłuchane, bo stado usiadło w bajorku na prawo ode mnie. Na takim bezrybiu i zmienne były rarytasami, więc wstrzymałem oddech i wszelkie ruchy. Po paru minutach obserwowania rozbiegających się maluchów stwierdziłem, że czas to uwiecznić. Widocznie bardzo głośno myślę, bo w tym momencie spłoszyłem całe stadko - i w ten sposób zakończyłem poranek na Mietkowie.
Nie myślcie sobie, że wymyślam pisząc, że odpycham ptaki - spłoszone zmienne wylądowały (chyba 5. raz tego dnia) prawie u stóp zupełnie nimi nie zainteresowanego wędkarza:

nic sobie nie robiąc z bliskości człowieka. I jak tu żyć?
Niestety, ptaki jakieś takie nieusłuchane się zrobiły - większość dała już dyla do ciepłych krajów, a u mnie z siewek zostało 9 sieweczek obrożnych i ok. 50 biegusów zmiennych. Woda nieco opadła, odsłaniając doskonałe błota (doskonałe do zgubienia kaloszy). Po raz kolejny okazało się, że jednak jestem zbyt dla ptaków widoczny, bo ledwo zbliżę się do nich na 30 metrów, a one już zapodają tyły.
Nie było jednak wyjścia - podszedłem, spłoszyłem, ale rozłożyłem swoje manele i czekałem. Niestety, musiałem się wpasować do terenu, więc pozycja nie była zbyt wygodna, ale pomyślałem, że jakoś godzinkę wytrzymam.
Długi czas obserwowałem tylko, jak maluchy krążą to tu, to tam, omijając mnie szerokim łukiem. W końcu obrożne przysiadły:
na tyle jednak daleko, że zdjęcia mocno kadrowane:
Gdy tak maszerowały na lepsze żerowisko na prawo ode mnie, postanowiłem obrócić się, by móc je objąć kadrem. Uciekające siewki potwierdziły, że z gracją u mnie nie jest najlepiej. :-/
Zacząłem obserwować krążące stado biegusów zmiennych. Siadały wszędzie, tylko nie w mojej części bajorka. Zachowywały się przy tym dość głośno, czego wcześniej u zmiennych nie doświadczyłem. Wreszcie modły zostały wysłuchane, bo stado usiadło w bajorku na prawo ode mnie. Na takim bezrybiu i zmienne były rarytasami, więc wstrzymałem oddech i wszelkie ruchy. Po paru minutach obserwowania rozbiegających się maluchów stwierdziłem, że czas to uwiecznić. Widocznie bardzo głośno myślę, bo w tym momencie spłoszyłem całe stadko - i w ten sposób zakończyłem poranek na Mietkowie.
Nie myślcie sobie, że wymyślam pisząc, że odpycham ptaki - spłoszone zmienne wylądowały (chyba 5. raz tego dnia) prawie u stóp zupełnie nimi nie zainteresowanego wędkarza:
nic sobie nie robiąc z bliskości człowieka. I jak tu żyć?

